Rozdział 1
Ostatnie dni roku szkolnego
mijały bardzo szybko. Dowiedziała się także, że Snape jest jej wujkiem, a
Liliane, siostra Mistrza Eliksirów jest jej matką. Była szczęśliwa, że może
zacząć nowe życie. Dzisiaj wieczorem miała pójść do gabinetu Severusa by wypić
antidotum na Eliksir Mutavultusa. Nie wiedziała jeszcze, co to za eliksir, ale
zamierzała o to zapytać wujka. Po chwili usłyszała skrzypienie drzwi. Spojrzała
na nie i zobaczyła w nich Ginny.
-Cześć – rzuciła krótko w stronę
przyjaciółki.
-Hej Ginny, coś się stało? –
zapytała, widząc łzy, które spływały po jej czerwonych jak ogień policzkach.
-Nie, nic. Wszystko jest w porządku
– skłamała łatwo.
Szatynka
spojrzała na nią, po czym wstała z łóżka i stanęła przed nią twarzą w twarz.
-Gin, przecież cię znam. Nie musisz
mnie okłamywać – odrzekła ze współczuciem.
-No dobra, to przez takiego Notta.
Zakochałam się w nim, ale on jest w Slytherinie! Jak rodzice się o tym dowiedzą
to mnie zabiją! – krzyknęła ze łzami w oczach.
-Czasem miłość jest ważniejsza od
rodziny. Uwierz mi Ginny – pocieszała przyjaciółkę.
-Może masz rację. Tak, zaraz do
niego pójdę – powiedziała, ocierając oczy z łez – Dzięki Miona – dodała,
posyłając jej promienny uśmiech.
Brązowowłosa
odesłała jej uśmiech i odprowadziła ją wzrokiem do drzwi. Kiedy rudowłosa wyszła,
wzięła kolejną książkę o czarnej magii, którą pożyczyła od Severusa. Uwielbiała
je czytać. Zawsze kiedy zaczęła, nie mogła oderwać się od lektury. Od Toma
dostała Dziennik Salazara Slytherina, napisanego przez jego własną osobę.
Opisywał on wiele przeżyć z życia Salazara, stare klątwy i wiele ciekawych
porad i technik.
Nastał już wieczór.
Jutro rano będzie już siedzieć w ekspresie Hogwart-Londyn. Jednak teraz musiała
iść do Mistrza Eliksirów. Wyszła z pokoju wspólnego i skierowała się w stronę
lochów. Minęła salę eliksirów, po czym zaskoczył ją pewien ślizgon o blond
włosach.
-Kogo my tu mamy? Co tu robisz
Granger? – spytał Draco, uśmiechając się złośliwie.
-Cześć Draco. Idę do profesora
Snape’a. Nie sądzę żeby cię to interesowało – odpowiedziała, posyłając mu
uśmiech.
-Od kiedy jesteśmy na ty, głupia
szlamo? – zapytał podle, podchodząc do gryfonka.
Dziewczyna
wyciągnęła różdżkę, popchnęła Malfoy’a na ścianę i przyłożyła mu różdżkę do
gardła.
-Jak śmiesz zwracać się do mnie w
ten sposób? – krzyknęła wściekle, rzucając nim o posadzkę – A teraz z drogi! –
dodała, po czym poszła w kierunku gabinetu Snape’a.
W końcu
dotarła do celu swojej wędrówki po zamku. Zapukała, a po usłyszeniu chłodnego
„wejść”, przeszła przez drzwi i podeszła do biurka profesora.
-Hermiono, już jesteś – powiedział stanowczo, po czym
wyciągnął z szuflady eliksir koloru fioletowego.
-Wujku, a co to za ten Eliksir Mutavultusa? – zapytała, nawet
nie próbując ukryć ciekawości.
-To eliksir zmiany osobowości. Niektórzy stosują go do zmiany
swojej lub czyjejś osobowości – odpowiedział, wlewając eliksir do fiolki –
Proszę, musisz to wypić – dodał krótko.
Dziewczyna
nie kwestionowała polecenia Mistrza Eliksirów, więc natychmiast wypiła eliksir.
Poczuła lekki ból i zawroty głowy. Po krótkiej chwili czuła się normalnie, a
nawet lepiej. Hermiona wróciła do dormitorium i położyła się spać.
Następnego dnia została obudzona
przez jakąś gryfonkę z jej rocznika. Dziewczyna ze złością poderwała się z
łóżka i zaczęła wrzeszczeć na szesnastolatkę.
-Odwal się szlamo!
Blondwłosa
gryfonka rozpłakała się i pobiegła do łazienki, a Hermiona zorientowała się,
która godzina.
-Cholera! – krzyknęła, po czym
zaczęła się w panice ubierać.
Po kilku
minutach wybiegła z dormitorium, a w pokoju wspólnym spotkała swoich
„przyjaciół”.
-No nareszcie, gdzie byłaś? – spytał
miło Potter.
Dziewczyna
zignorowała go i zaczęła biec w stronę stacji. Usiadła w przedziale z
Severusem. Rozmawiali zacięcie o sprawach śmierciożerców, o przeszłości i o
wszystkim. Po paru godzinach byli już na stacji King’s Cross. Podeszli razem do
Malfoy’ów i wsiedli do ich samochodu.
-Znowu ty, szlamo? – krzyknął podle
młody Malfoy.
-Uspokój się synu. Nie możesz się do
niej tak odzywać – pouczał go Lucjusz.
-Nic się nie stało. Niedługo się
dowie – odpowiedziała miło brązowowłosa.
Draco nie wiedział,
dlaczego jego rodzice i profesor są mili dla szlamy gryfonki. Zawsze wpajali mu
by tępił szlamy, nie podchodził do nich a co gorsza nie rozmawiał. A sami co
robią?
Po godzinie byli już za Londynem
przed piękną posiadłością z ogromnymi ogrodami na tyłach. Szatynka nie mogła
uwierzyć w to, co widzi. Nigdy nie widziała tak pięknej posiadłości. Do drzwi z
jej strony podszedł Lucjusz, otworzył je i pozwolił wyjść. Podoba jej się, że
jest tak traktowana. W końcu wszyscy skierowali się do salonu, w którym na
kanapie siedział Tom i Liliane. W chwili, gdy drzwi zaskrzypiały, małżeństwo
spojrzało w ich stronę.
-Hermiona! – krzyknęła z uradowaniem
kobieta o kasztanowych włosach, po czym przytuliła mocno córkę.
-Cześć mamo, hej tato – powiedziała,
uśmiechając się szeroko.
Draco dalej
był zszokowany. Czyli ona nie była nigdy szlamą? To co ona robi w Gryffindorze?
Poza tym coraz bardziej mu się podoba. Może będzie coś z tego więcej? Z
nadmiaru wrażeń zaczęło mu się kręcić w głowie, jednak nie dawał tego po sobie
poznać. Po chwili do pokoju weszła piękna, blondwłosa dziewczyna o szarych
oczach.
-Hej wszystkim! – krzyknęła,
uśmiechając się szeroko – Jessica Malfoy, miło mi poznać – zwróciła się do
Hermiony wyciągając rękę.
-Hermiona Riddle – odrzekła, również
wyciągając rękę.
Po godzinie
do posiadłości przybyli również przyjaciele Dracona i Jess – Teodor Nott,
Blaise Zabini i siostra Hermiony – Avada. Okazało się, że oni wszyscy są
lepszymi przyjaciółmi niż Potter i Weasley. Czuła się przy nich swobodnie,
wiedziała, że im mogła powierzyć nawet własne życie. Jutro mieli wiele planów.
Na przykład zwiedzanie posiadłości, gra w quidditcha i wiele więcej. Draco
jednak znał ten budynek bardzo dobrze, gdyż był to jego własny dom. Hermiona
skierowała się do swojego pokoju. Gdy otworzyła drzwi, doznała pozytywnego
szoku. Ten pokój był obłędny! Ogromne, czarne łóżko, wielka półka z wieloma
ciekawymi książkami, których szatynka dotąd nie znała, własna łazienka i
ogromna szafa. Ściany pokoju były pomalowane na czerń i zieleń, a pokój był
oświetlany przez światło księżyca wpadające przez dwa duże okna. Gryfonka
przebrała się w pidżamę i położyła się w wygodnym, ciepłym łóżku. Po kilku
minutach zapadła w objęcia Morfeusza.
Była
już dwunasta, a brązowowłosa jeszcze spała. Do pokoju po cichu weszła
czarnowłosa dziewczyna oraz pewna blondynka. Obie podeszły do śpiącej Hermiony,
spojrzały na siebie jednoznacznym wzrokiem i uśmiechnęły się złośliwie.
-MIONA WSTAWAJ! – krzyknęły jednocześnie, a szatynka nagle
poderwała się i zaczęła się rozglądać.
Nikt jej
jeszcze nie obudził w tak brutalny sposób. Była zła jak osa, ale musiała wstać,
bo nie dałyby jej spokoju.
-Co jest? – spytała, zmuszając się
na miły ton.
Dziewczyny
roześmiały się.
-No jak to co? Już dwunasta, a
wszyscy na ciebie czekamy – mruknęła Avada.
-Co?! – rzuciła krótko, po czym
pobiegła do łazienki, a dziewczyny były rozbawione jej nagłym pobudzeniem.
Jessica
jednym prostym gestem pokazała, żeby już wychodziły. Zielonooka przytaknęła, po
czym razem wyszły z pokoju córki Czarnego Pana, pozwalając jej w spokoju się
ogarnąć.
Po kilku minutach
gryfonka wyszła z pokoju i od razu zobaczyła wszystkich przyjaciół.
-No nareszcie, idziemy grać w
quidditcha – odrzekł stanowczo Nott.
Wszyscy
ruszyli do ogrodu Malfoy’ów, a nawet trochę dalej. Wyszli tylnym wyjściem w
stronę lasu. W końcu zobaczyli profesjonalne boisko do quidditcha które
wybudowali Malfoy’owie. Podzielili się na następujące drużyny:
Draco-Hermiona-Jessica Nott-Blaise-Avada. Szanse były dość wyrównane, bo ani
Hermiona, ani Avada nie umiały zbyt dobrze grać w quidditcha. Jednak kiedy
szatynka poderwała się do góry, okazało się że jest to całkiem przyjemne, oraz
że jest świetną ścigającą. Latali tak dobre dwie godziny, ale w końcu Draco
złapał zaczarowaną przez Hermionę piłkę do tenisa, która udawała znicza.
Drużyna Malfoy’a wygrała mecz 180-20.
Po wygranej poszli w
głąb lasu w celu towarzyskiego pojedynku. Drużyny były trochę inne niż w
quidditchu. Hermiona-Jessica-Avada i Nott-Blaise-Draco. Na nieszczęście tych
drugich, dziewczyny znały trochę więcej zaklęć. Na sygnał, zaczęli ciskać w
siebie urokami. Promienie zaklęć latały po niebie. Nastolatki szybko strzelały
czarami, ale za to chłopacy szybko ich unikały. Znowu wyrównane szanse.
Po kwadransie Hermiona wpadła na
pewien pomysł. Postanowiła wykorzystać pewne zaklęcie, którego nauczyła się z
książki czarnomagicznej.
-Vertigine –
mruknęła cicho, a z jej różdżki wystrzelił ciemnozielony promień, który ugodził
Notta w twarz.
Nastolatkowi
zaczęło kręcić się w głowie. Po krótkim momencie upadł na trawę, nie móc wstać
przez mocne zawroty głowy. To było świetnie zaklęcie.
Draco
spojrzał ze współczuciem na przyjaciela, po czym mruknął jakąś formułę, celując
w siostrę. Gdy promień jego zaklęcia ugodził ją w brzuch, ta zrobiła fikołka,
po czym nie mogła już wstać. Zostali tylko Blaise i Draco przeciwko Avadzie i
Hermionie. Na nieszczęście chłopaków, obydwoje dostali zaklęciem oszałamiającym
w twarz. I dziewczyny wygrały. Hermiona podeszła do każdego z chłopaków i
mruknęła przy każdym z nim formułę „Reduceconscie”.
Otworzyli oczy i mogli już normalnie funkcjonować. Pogratulowali dziewczynom
zwycięstwa i postanowili wrócić do posiadłości. Gdy przekroczyli bramę w
ogrodzie, spotkali Narcyzę, która czytała jakąś książkę. Przywitali się z nią i
weszli do budynku. Skoro był już wieczór, wszyscy poszli do pokoju Hermiony.
Postanowili nadać sobie jakieś ksywy. Hermiona to Czarna, Draco to Smok, Blaise
to Diabeł, Nott to Wąż, Jessica to Podła – ze względu na podłość i złośliwość
wobec wrogów, a Avada to Kedavra – wybrała to ze względu na zaklęcie
uśmiercające, które uwielbia. Potem postanowili pograć w prawdę czy wyzwanie.
Najpierw wypadło na Hermionę. Wybrała wyzwanie.
-To może taki Cruciatus na
Bellatrix? – zaproponował złośliwie Blaise, wiedząc, że nie wykona wyzwania.
-Nie ma problemu, to będzie niezłe –
odrzekła, uśmiechając się podle na samą myśl o reakcji śmierciożerczyni.
Wszyscy
wyszli z pokoju Hermiony i podeszli do ukrytego pomieszczenia, w którym Bella
pracowała. Nie zauważyła ich, ponieważ wcześniej użyli na sobie zaklęcia
kameleona. Kobieta przygotowywała jakiś eliksir. Hermiona wyciągnęła różdżkę i
wycelowała w nią, po czym wypowiedziała w myślach „Crucio”. Czerwony promień
ugodził czarownicę, która zaczęła krzyczeć i wić się po podłodze. Po upływie
pięciu sekund gryfonka przerwała zaklęcie i szybko uciekła do swojego pokoju.
Przyjaciele śmiali się w najlepsze. Dopiero po kwadransie udało im się
uspokoić.
-To było dobre – odrzekł z rozbawieniem
w tonie Draco, uśmiechając się do przyjaciółki.
Teraz
Hermiona kręciła butelką. Wypadło na Notta. Wybrał pytanie. Wiedział do czego
zdolni są jego przyjaciele, więc nie było bezpieczne dla niego wybierać
wyzwanie.
-Co sądzisz o Wieprzleju? – zapytała
Hermiona, wpatrując się w niebieskie tęczówki przyjaciela.
-Głupie pytanie. Wieprzej jest tylko
nic nie wartą szumuwiną, zdrajca krwi i głupim gryfonem. On i Potter powinni
założyć razem fanklub starego dyrektora – mówił rozbawionym tonem przy ostatnim
zdaniu.
Grali tak
kilka godzin. Nastała już dwudziesta trzecia, więc wszyscy rozeszli się do
swoich pokoi, a Hermiona poszła spać. Była podekscytowana, swoimi urodzinami,
które miały być już za dwa dni. Ciekawa była, jaką niespodziankę przygotuje jej
ojciec. W końcu usnęła. Była zbyt zmęczona by dalej rozmyślać.
Następnego ranka obudziła się dość
wcześnie, gdyż rzadko co wstawała o ósmej rano. Jako iż Draco, Jess i Avada
spali, postanowiła udać się do biblioteki i poćwiczyć jakieś klątwy, choć znała
ich mnóstwo, jednak nie wszystkie. Znalazła jakąś dziwną książkę – „Początki
Czarnej Magii”. Tytuł ją zaintrygował, więc bez zbędnego owijania w bawełnę
otworzyła książkę i zagłębiła się w lekturze.
„Klątwa
Nawiedzenia – jedna ze starych klątw, uznawana za najgorszą, którą można było
być potraktowanym. Po jej użyciu, ofiara zostaje nawiedzana przez swoje
najgorsze koszmary, a widzi je jakby były realistyczne. Klątwa niewerbalna.”.
To ją nieźle
zaciekawiło. Zaśmiała się na widok Wieprzleja uciekającego przed niewidzialnymi
pająkami. To by była komedia. Pod opisem był umieszczony rysunek instruktażowy,
jak trzeba machnąć różdżką. Zaczęła to ćwiczyć z udanym efektem. Chwilę potem z
jej różdżki wystrzelił pomarańczowy promień i uderzył w podłogę. Przynajmniej
gdyby ten głupi rudzielec ją zdenerwował, miała czym go potraktować. Wróciła do
czytania.
Nagle drzwi do biblioteki otworzyły
się powoli, a z ich strony słychać było jakieś głosy.
-Gdzie ona się podziała? – zapytała
z zaniepokojeniem Jessica, patrząc na Avadę i Dracona.
-Nie mam pojęcia. Szukaliśmy jej już
chyba w całym domu – odrzekła z zaniepokojeniem czarnowłosa.
Na usta
córki Voldemorta wpełzł uśmiech, lecz tylko na moment. Cieszyła się, że jej
przyjaciele się o nią martwią.
-Tu jesteś! – krzyknęły uradowane
dziewczyny, rzucając się na przyjaciółkę.
-Hej, jeszcze mnie udusicie! –
odrzekła z ogromnym rozbawieniem w swoim tonie.
Na ten
sygnał, przyjaciółki puściły Hermionę z objęć. Uśmiechały się do niej szeroko,
szczęśliwe że w końcu udało im się ją znaleźć.
-Która godzina? – zapytała panna
Riddle, chcąc wiedzieć ile czytała. Kiedy wchodziła w świat książek, zawsze
traciła poczucie czasu.
-Już druga – odrzekł krótko Draco,
patrząc na zegarek.
Dziewczyna
uniosła brwi ze zdziwienia. Nie wiedziała że aż tak długo czytała. Postanowiła
zejść z przyjaciółmi na obiad. Skrzat Domowy podał pieczone udka w sosie
własnym z ziemniakami. Gdy się najedli, poszli pograć w quidditcha. To było ich
ulubione zajęcie, zaraz po rozmawianiu ze sobą. Jednak mecz był wiele ciekawszy
niż wczoraj, bo Draco i Blaise zaprosili więcej przyjaciół. Składy były dosyć
interesujące: Draco-Hermiona-Avada-Nott-Jessica-Zabini-Avery i
Lestrange-Greengrass-Greengrass-McJohnson-Black-Sky-Mars. Było ciężko strzelać
gole, gdyż obie drużyny miały świetnych obrońców. W końcu piłka do koszykówki,
która udawała kafel wpadła w ręce panny Riddle. Gdy wprost na nią leciały
siostry Greengrass, ta zwinnie kafel do Marco Avery’ego, który zdążył wyminąć
ścigających przeciwnej drużyny, podał z powrotem do Miony, która wykiwała obrońcę
i ostatecznie strzeliła gola. Sky podał magiczną piłkę do Johnsona, który
leciał w stronę obręczy, jednak Nott zgrabnie przejął kafla od nastolatka, po
czym podał go Avery’ego, który był blisko obręczy przeciwników i strzelił gola.
20-0 dla drużyny Draco.
Grali
już sześć godzin, a znicza dalej brak. W końcu blondyn zobaczył jakiś błysk
między drzewami. Wystrzelił jak z armaty w stronę piłki do tenisa. Nie minęła
nawet chwila, a obok niego znalazł się szukający drużyny przeciwnej – Shadow
Mars. Obaj lecieli łeb w łeb, ale Avada odbiła tłuczka w stronę Marsa. Na
szczęście chybiła, ale jednak chłopak zbytnio się wystraszył i zeskoczył z
miotły. Fart że byli blisko ziemi, więc nic mu się nie stało, a Draco złapał znicza.
Wygrali 130-100. Byli z siebie dumni. Wszyscy zlecieli na ziemię i wrócili do
domu, a przyjaciele Dracona wrócili do swoich domów. Hermionie coraz lepiej
szło latanie na miotle i gra w quidditcha, z czego była dumna. Podekscytowana
była jutrzejszym dniem, gdyż miały być jutro jej urodziny. Było jeszcze
wcześnie, ale była zbyt zmęczona żeby cokolwiek jeszcze robić, więc przebrała
się w pidżamę i położyła się spać. Nadzwyczajnie szybko dziś zapadła w sen.
Musiała przyznać, że zaczyna rozumieć chłopaków i ich uwielbienie do
quidditcha.
Była równa siódma. Do
pokoju nastolatki weszli Tom i Liliane. Obudzili spokojnie córkę, która od razu
wstała.
-Coś się stało tato? – spytała rozespanym
głosem, ziewając krótko po zadaniu pytania.
-Wszystkiego najlepszego córeczko! –
krzyknęła radośnie kobieta, po czym przytuliła mocno swoją pierworodną.
Zalecili
Hermionie się ubrać, a potem zejść do salonu. Szatynka była bardzo szczęśliwa,
że pamiętali o jej urodzinach. W końcu skierowała się do salonu, w którym stali
jej rodzice. Czarny Pan chwycił żonę i córkę za ręce, po czym okręcili się
wokół własnej osi i zniknęli z charakterystycznym dla teleportacji trzasku.
Znaleźli się nad pięknym, krystalicznie czystym morzem. Nastolatka spojrzała pytająco
na rodziców.
-Gdzie jesteśmy? – zapytała z
nieukrywaną ciekawością. Wiedziała jedynie że są na jakiejś plaży.
-Jak to gdzie? W Grecji! –
odpowiedziała na pytanie córki, posyłając jej promienny uśmiech.
Gryfonka
zasłoniła usta rękami z niedowierzenia. Od zawsze marzyła o odwiedzeniu Grecji,
a teraz po prostu jej marzenie się spełniło. Wszystko to dzięki temu dniu, w
którym znalazła szafkę zniknięć w Pokoju Życzeń. Gdy Hermiona wraz z mamą
wylegiwały się na plaży, Tom postanowił przeciągnąć na swoją stronę kilku
pracowników greckiego ministerstwa magii. Niestety gdy tylko o tym usłyszeli,
chcieli pójść do ich ministra, jednak na ich nieszczęście zostali potraktowani pewnym
zielonym promieniem. Riddle postanowił wrócić do rodziny, która opalała się na
plaży.
-Jak ci się podoba, kochanie? –
zapytała Liliane, uśmiechając się miło w stronę córki.
-Jest świetnie! Od zawsze marzyłam o
odwiedzeniu Grecji! – odrzekła z uradowaniem.
Cały dzień minął tak
szybko, że Hermionie było szkoda rozstawać się z tym miejscem. Razem z
rodzicami musiała jednak wracać do kraju. Gdy byli już w salonie w dworze
Malfoy’ów, usłyszała głośne krzyki.
-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
Byli to jej
przyjaciele, którzy czekali na jej powrót. Szatynka niemal nie upadła z
wrażenia. To właśnie są prawdziwi przyjaciele, a nie jacyś gryfońscy zdrajcy
krwi. Hermiona dostała wiele prezentów – od Malfoy’ów najnowszą miotłę do quidditcha
„Piorun”, od Blaise i Notta książkę „Zapomniane Eliksiry XI wieku”, a od
rodziców i Avady piękną, ciemnozieloną suknię. Była w siódmym niebie. Skoro
było jeszcze wcześnie, postanowiła przetestować nową miotłę. Pobiegła w stronę
boiska i wsiadła na miotłę. Oderwała się od ziemi i SZOK! Miotła była tak
szybka, że wszystko wokół niej było rozmazane, jakby była pod wodą. Dzięki tej
miotle będzie mogła świetnie grać w quidditcha. Latanie tak ją wciągnęło, że
dopiero teraz zorientowała się że jest już północ. Wróciła do posiadłości i
skierowała się do swojego pokoju. Tam czekali na nią Draco, Avada, Blaise i
Nott. Ten ostatni trzymał w ręce dwie butelki Ognistej Whisky i wyglądał na równie
szczęśliwego jak Hermiona. Chyba znalazł okazję żeby się napić. Szatynka
włączyła muzykę i zaczęli prywatną imprezę. Pili, tańczyli, bawili się, rozmawiali
i jeszcze więcej pili. Impreza skończyli się gdzieś nad ranem. Muzyka już nie grała,
a wszyscy leżeli pogrążeni w śnie. Czy to na łóżku, czy na podłodze, cały czas
spali.
No i koniec :) Mam nadzieję że wam się spodobało ;) Opis pobytu Hermiony z rodzicami opisałem krótko, ponieważ nie wiedziałem jak dokładnie opisać. Następny rozdział prawdopodobnie ukaże się w tym miesiącu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz