czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozdział 1

Hej! :) Napisałem już pierwszy rozdział, więc postanowiłem bez żadnego owijania w bawełnę od razu go wstawić :) Miłego czytania :3
Rozdział 1
                        Ostatnie dni roku szkolnego mijały bardzo szybko. Dowiedziała się także, że Snape jest jej wujkiem, a Liliane, siostra Mistrza Eliksirów jest jej matką. Była szczęśliwa, że może zacząć nowe życie. Dzisiaj wieczorem miała pójść do gabinetu Severusa by wypić antidotum na Eliksir Mutavultusa. Nie wiedziała jeszcze, co to za eliksir, ale zamierzała o to zapytać wujka. Po chwili usłyszała skrzypienie drzwi. Spojrzała na nie i zobaczyła w nich Ginny.
            -Cześć – rzuciła krótko w stronę przyjaciółki.
            -Hej Ginny, coś się stało? – zapytała, widząc łzy, które spływały po jej czerwonych jak ogień policzkach.
            -Nie, nic. Wszystko jest w porządku – skłamała łatwo.
Szatynka spojrzała na nią, po czym wstała z łóżka i stanęła przed nią twarzą w twarz.
            -Gin, przecież cię znam. Nie musisz mnie okłamywać – odrzekła ze współczuciem.
            -No dobra, to przez takiego Notta. Zakochałam się w nim, ale on jest w Slytherinie! Jak rodzice się o tym dowiedzą to mnie zabiją! – krzyknęła ze łzami w oczach.
            -Czasem miłość jest ważniejsza od rodziny. Uwierz mi Ginny – pocieszała przyjaciółkę.
            -Może masz rację. Tak, zaraz do niego pójdę – powiedziała, ocierając oczy z łez – Dzięki Miona – dodała, posyłając jej promienny uśmiech.
Brązowowłosa odesłała jej uśmiech i odprowadziła ją wzrokiem do drzwi. Kiedy rudowłosa wyszła, wzięła kolejną książkę o czarnej magii, którą pożyczyła od Severusa. Uwielbiała je czytać. Zawsze kiedy zaczęła, nie mogła oderwać się od lektury. Od Toma dostała Dziennik Salazara Slytherina, napisanego przez jego własną osobę. Opisywał on wiele przeżyć z życia Salazara, stare klątwy i wiele ciekawych porad i technik.
                        Nastał już wieczór. Jutro rano będzie już siedzieć w ekspresie Hogwart-Londyn. Jednak teraz musiała iść do Mistrza Eliksirów. Wyszła z pokoju wspólnego i skierowała się w stronę lochów. Minęła salę eliksirów, po czym zaskoczył ją pewien ślizgon o blond włosach.
            -Kogo my tu mamy? Co tu robisz Granger? – spytał Draco, uśmiechając się złośliwie.
            -Cześć Draco. Idę do profesora Snape’a. Nie sądzę żeby cię to interesowało – odpowiedziała, posyłając mu uśmiech.
            -Od kiedy jesteśmy na ty, głupia szlamo? – zapytał podle, podchodząc do gryfonka.
Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, popchnęła Malfoy’a na ścianę i przyłożyła mu różdżkę do gardła.
            -Jak śmiesz zwracać się do mnie w ten sposób? – krzyknęła wściekle, rzucając nim o posadzkę – A teraz z drogi! – dodała, po czym poszła w kierunku gabinetu Snape’a.
W końcu dotarła do celu swojej wędrówki po zamku. Zapukała, a po usłyszeniu chłodnego „wejść”, przeszła przez drzwi i podeszła do biurka profesora.
-Hermiono, już jesteś – powiedział stanowczo, po czym wyciągnął z szuflady eliksir koloru fioletowego.
-Wujku, a co to za ten Eliksir Mutavultusa? – zapytała, nawet nie próbując ukryć ciekawości.
-To eliksir zmiany osobowości. Niektórzy stosują go do zmiany swojej lub czyjejś osobowości – odpowiedział, wlewając eliksir do fiolki – Proszę, musisz to wypić – dodał krótko.
Dziewczyna nie kwestionowała polecenia Mistrza Eliksirów, więc natychmiast wypiła eliksir. Poczuła lekki ból i zawroty głowy. Po krótkiej chwili czuła się normalnie, a nawet lepiej. Hermiona wróciła do dormitorium i położyła się spać.
            Następnego dnia została obudzona przez jakąś gryfonkę z jej rocznika. Dziewczyna ze złością poderwała się z łóżka i zaczęła wrzeszczeć na szesnastolatkę.
-Odwal się szlamo!
Blondwłosa gryfonka rozpłakała się i pobiegła do łazienki, a Hermiona zorientowała się, która godzina.
            -Cholera! – krzyknęła, po czym zaczęła się w panice ubierać.
Po kilku minutach wybiegła z dormitorium, a w pokoju wspólnym spotkała swoich „przyjaciół”.
            -No nareszcie, gdzie byłaś? – spytał miło Potter.
Dziewczyna zignorowała go i zaczęła biec w stronę stacji. Usiadła w przedziale z Severusem. Rozmawiali zacięcie o sprawach śmierciożerców, o przeszłości i o wszystkim. Po paru godzinach byli już na stacji King’s Cross. Podeszli razem do Malfoy’ów i wsiedli do ich samochodu.
            -Znowu ty, szlamo? – krzyknął podle młody Malfoy.
            -Uspokój się synu. Nie możesz się do niej tak odzywać – pouczał go Lucjusz.
            -Nic się nie stało. Niedługo się dowie – odpowiedziała miło brązowowłosa.
Draco nie wiedział, dlaczego jego rodzice i profesor są mili dla szlamy gryfonki. Zawsze wpajali mu by tępił szlamy, nie podchodził do nich a co gorsza nie rozmawiał. A sami co robią?
            Po godzinie byli już za Londynem przed piękną posiadłością z ogromnymi ogrodami na tyłach. Szatynka nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Nigdy nie widziała tak pięknej posiadłości. Do drzwi z jej strony podszedł Lucjusz, otworzył je i pozwolił wyjść. Podoba jej się, że jest tak traktowana. W końcu wszyscy skierowali się do salonu, w którym na kanapie siedział Tom i Liliane. W chwili, gdy drzwi zaskrzypiały, małżeństwo spojrzało w ich stronę.
            -Hermiona! – krzyknęła z uradowaniem kobieta o kasztanowych włosach, po czym przytuliła mocno córkę.
            -Cześć mamo, hej tato – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
Draco dalej był zszokowany. Czyli ona nie była nigdy szlamą? To co ona robi w Gryffindorze? Poza tym coraz bardziej mu się podoba. Może będzie coś z tego więcej? Z nadmiaru wrażeń zaczęło mu się kręcić w głowie, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Po chwili do pokoju weszła piękna, blondwłosa dziewczyna o szarych oczach.
            -Hej wszystkim! – krzyknęła, uśmiechając się szeroko – Jessica Malfoy, miło mi poznać – zwróciła się do Hermiony wyciągając rękę.
            -Hermiona Riddle – odrzekła, również wyciągając rękę.
Po godzinie do posiadłości przybyli również przyjaciele Dracona i Jess – Teodor Nott, Blaise Zabini i siostra Hermiony – Avada. Okazało się, że oni wszyscy są lepszymi przyjaciółmi niż Potter i Weasley. Czuła się przy nich swobodnie, wiedziała, że im mogła powierzyć nawet własne życie. Jutro mieli wiele planów. Na przykład zwiedzanie posiadłości, gra w quidditcha i wiele więcej. Draco jednak znał ten budynek bardzo dobrze, gdyż był to jego własny dom. Hermiona skierowała się do swojego pokoju. Gdy otworzyła drzwi, doznała pozytywnego szoku. Ten pokój był obłędny! Ogromne, czarne łóżko, wielka półka z wieloma ciekawymi książkami, których szatynka dotąd nie znała, własna łazienka i ogromna szafa. Ściany pokoju były pomalowane na czerń i zieleń, a pokój był oświetlany przez światło księżyca wpadające przez dwa duże okna. Gryfonka przebrała się w pidżamę i położyła się w wygodnym, ciepłym łóżku. Po kilku minutach zapadła w objęcia Morfeusza.
                        Była już dwunasta, a brązowowłosa jeszcze spała. Do pokoju po cichu weszła czarnowłosa dziewczyna oraz pewna blondynka. Obie podeszły do śpiącej Hermiony, spojrzały na siebie jednoznacznym wzrokiem i uśmiechnęły się złośliwie.
-MIONA WSTAWAJ! – krzyknęły jednocześnie, a szatynka nagle poderwała się i zaczęła się rozglądać.
Nikt jej jeszcze nie obudził w tak brutalny sposób. Była zła jak osa, ale musiała wstać, bo nie dałyby jej spokoju.
            -Co jest? – spytała, zmuszając się na miły ton.
Dziewczyny roześmiały się.
            -No jak to co? Już dwunasta, a wszyscy na ciebie czekamy – mruknęła Avada.
            -Co?! – rzuciła krótko, po czym pobiegła do łazienki, a dziewczyny były rozbawione jej nagłym pobudzeniem.
Jessica jednym prostym gestem pokazała, żeby już wychodziły. Zielonooka przytaknęła, po czym razem wyszły z pokoju córki Czarnego Pana, pozwalając jej w spokoju się ogarnąć.
                        Po kilku minutach gryfonka wyszła z pokoju i od razu zobaczyła wszystkich przyjaciół.
            -No nareszcie, idziemy grać w quidditcha – odrzekł stanowczo Nott.
Wszyscy ruszyli do ogrodu Malfoy’ów, a nawet trochę dalej. Wyszli tylnym wyjściem w stronę lasu. W końcu zobaczyli profesjonalne boisko do quidditcha które wybudowali Malfoy’owie. Podzielili się na następujące drużyny: Draco-Hermiona-Jessica Nott-Blaise-Avada. Szanse były dość wyrównane, bo ani Hermiona, ani Avada nie umiały zbyt dobrze grać w quidditcha. Jednak kiedy szatynka poderwała się do góry, okazało się że jest to całkiem przyjemne, oraz że jest świetną ścigającą. Latali tak dobre dwie godziny, ale w końcu Draco złapał zaczarowaną przez Hermionę piłkę do tenisa, która udawała znicza. Drużyna Malfoy’a wygrała mecz 180-20.
                        Po wygranej poszli w głąb lasu w celu towarzyskiego pojedynku. Drużyny były trochę inne niż w quidditchu. Hermiona-Jessica-Avada i Nott-Blaise-Draco. Na nieszczęście tych drugich, dziewczyny znały trochę więcej zaklęć. Na sygnał, zaczęli ciskać w siebie urokami. Promienie zaklęć latały po niebie. Nastolatki szybko strzelały czarami, ale za to chłopacy szybko ich unikały. Znowu wyrównane szanse.
            Po kwadransie Hermiona wpadła na pewien pomysł. Postanowiła wykorzystać pewne zaklęcie, którego nauczyła się z książki czarnomagicznej.
-Vertigine – mruknęła cicho, a z jej różdżki wystrzelił ciemnozielony promień, który ugodził Notta w twarz.
Nastolatkowi zaczęło kręcić się w głowie. Po krótkim momencie upadł na trawę, nie móc wstać przez mocne zawroty głowy. To było świetnie zaklęcie.
Draco spojrzał ze współczuciem na przyjaciela, po czym mruknął jakąś formułę, celując w siostrę. Gdy promień jego zaklęcia ugodził ją w brzuch, ta zrobiła fikołka, po czym nie mogła już wstać. Zostali tylko Blaise i Draco przeciwko Avadzie i Hermionie. Na nieszczęście chłopaków, obydwoje dostali zaklęciem oszałamiającym w twarz. I dziewczyny wygrały. Hermiona podeszła do każdego z chłopaków i mruknęła przy każdym z nim formułę „Reduceconscie”. Otworzyli oczy i mogli już normalnie funkcjonować. Pogratulowali dziewczynom zwycięstwa i postanowili wrócić do posiadłości. Gdy przekroczyli bramę w ogrodzie, spotkali Narcyzę, która czytała jakąś książkę. Przywitali się z nią i weszli do budynku. Skoro był już wieczór, wszyscy poszli do pokoju Hermiony. Postanowili nadać sobie jakieś ksywy. Hermiona to Czarna, Draco to Smok, Blaise to Diabeł, Nott to Wąż, Jessica to Podła – ze względu na podłość i złośliwość wobec wrogów, a Avada to Kedavra – wybrała to ze względu na zaklęcie uśmiercające, które uwielbia. Potem postanowili pograć w prawdę czy wyzwanie. Najpierw wypadło na Hermionę. Wybrała wyzwanie.
            -To może taki Cruciatus na Bellatrix? – zaproponował złośliwie Blaise, wiedząc, że nie wykona wyzwania.
            -Nie ma problemu, to będzie niezłe – odrzekła, uśmiechając się podle na samą myśl o reakcji śmierciożerczyni.
Wszyscy wyszli z pokoju Hermiony i podeszli do ukrytego pomieszczenia, w którym Bella pracowała. Nie zauważyła ich, ponieważ wcześniej użyli na sobie zaklęcia kameleona. Kobieta przygotowywała jakiś eliksir. Hermiona wyciągnęła różdżkę i wycelowała w nią, po czym wypowiedziała w myślach „Crucio”. Czerwony promień ugodził czarownicę, która zaczęła krzyczeć i wić się po podłodze. Po upływie pięciu sekund gryfonka przerwała zaklęcie i szybko uciekła do swojego pokoju. Przyjaciele śmiali się w najlepsze. Dopiero po kwadransie udało im się uspokoić.
            -To było dobre – odrzekł z rozbawieniem w tonie Draco, uśmiechając się do przyjaciółki.
Teraz Hermiona kręciła butelką. Wypadło na Notta. Wybrał pytanie. Wiedział do czego zdolni są jego przyjaciele, więc nie było bezpieczne dla niego wybierać wyzwanie.
            -Co sądzisz o Wieprzleju? – zapytała Hermiona, wpatrując się w niebieskie tęczówki przyjaciela.
            -Głupie pytanie. Wieprzej jest tylko nic nie wartą szumuwiną, zdrajca krwi i głupim gryfonem. On i Potter powinni założyć razem fanklub starego dyrektora – mówił rozbawionym tonem przy ostatnim zdaniu.
Grali tak kilka godzin. Nastała już dwudziesta trzecia, więc wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, a Hermiona poszła spać. Była podekscytowana, swoimi urodzinami, które miały być już za dwa dni. Ciekawa była, jaką niespodziankę przygotuje jej ojciec. W końcu usnęła. Była zbyt zmęczona by dalej rozmyślać.
            Następnego ranka obudziła się dość wcześnie, gdyż rzadko co wstawała o ósmej rano. Jako iż Draco, Jess i Avada spali, postanowiła udać się do biblioteki i poćwiczyć jakieś klątwy, choć znała ich mnóstwo, jednak nie wszystkie. Znalazła jakąś dziwną książkę – „Początki Czarnej Magii”. Tytuł ją zaintrygował, więc bez zbędnego owijania w bawełnę otworzyła książkę i zagłębiła się w lekturze.
„Klątwa Nawiedzenia – jedna ze starych klątw, uznawana za najgorszą, którą można było być potraktowanym. Po jej użyciu, ofiara zostaje nawiedzana przez swoje najgorsze koszmary, a widzi je jakby były realistyczne. Klątwa niewerbalna.”.
To ją nieźle zaciekawiło. Zaśmiała się na widok Wieprzleja uciekającego przed niewidzialnymi pająkami. To by była komedia. Pod opisem był umieszczony rysunek instruktażowy, jak trzeba machnąć różdżką. Zaczęła to ćwiczyć z udanym efektem. Chwilę potem z jej różdżki wystrzelił pomarańczowy promień i uderzył w podłogę. Przynajmniej gdyby ten głupi rudzielec ją zdenerwował, miała czym go potraktować. Wróciła do czytania.
            Nagle drzwi do biblioteki otworzyły się powoli, a z ich strony słychać było jakieś głosy.
            -Gdzie ona się podziała? – zapytała z zaniepokojeniem Jessica, patrząc na Avadę i Dracona.
            -Nie mam pojęcia. Szukaliśmy jej już chyba w całym domu – odrzekła z zaniepokojeniem czarnowłosa.
Na usta córki Voldemorta wpełzł uśmiech, lecz tylko na moment. Cieszyła się, że jej przyjaciele się o nią martwią.
            -Tu jesteś! – krzyknęły uradowane dziewczyny, rzucając się na przyjaciółkę.
            -Hej, jeszcze mnie udusicie! – odrzekła z ogromnym rozbawieniem w swoim tonie.
Na ten sygnał, przyjaciółki puściły Hermionę z objęć. Uśmiechały się do niej szeroko, szczęśliwe że w końcu udało im się ją znaleźć.
            -Która godzina? – zapytała panna Riddle, chcąc wiedzieć ile czytała. Kiedy wchodziła w świat książek, zawsze traciła poczucie czasu.
            -Już druga – odrzekł krótko Draco, patrząc na zegarek.
Dziewczyna uniosła brwi ze zdziwienia. Nie wiedziała że aż tak długo czytała. Postanowiła zejść z przyjaciółmi na obiad. Skrzat Domowy podał pieczone udka w sosie własnym z ziemniakami. Gdy się najedli, poszli pograć w quidditcha. To było ich ulubione zajęcie, zaraz po rozmawianiu ze sobą. Jednak mecz był wiele ciekawszy niż wczoraj, bo Draco i Blaise zaprosili więcej przyjaciół. Składy były dosyć interesujące: Draco-Hermiona-Avada-Nott-Jessica-Zabini-Avery i Lestrange-Greengrass-Greengrass-McJohnson-Black-Sky-Mars. Było ciężko strzelać gole, gdyż obie drużyny miały świetnych obrońców. W końcu piłka do koszykówki, która udawała kafel wpadła w ręce panny Riddle. Gdy wprost na nią leciały siostry Greengrass, ta zwinnie kafel do Marco Avery’ego, który zdążył wyminąć ścigających przeciwnej drużyny, podał z powrotem do Miony, która wykiwała obrońcę i ostatecznie strzeliła gola. Sky podał magiczną piłkę do Johnsona, który leciał w stronę obręczy, jednak Nott zgrabnie przejął kafla od nastolatka, po czym podał go Avery’ego, który był blisko obręczy przeciwników i strzelił gola. 20-0 dla drużyny Draco.
                        Grali już sześć godzin, a znicza dalej brak. W końcu blondyn zobaczył jakiś błysk między drzewami. Wystrzelił jak z armaty w stronę piłki do tenisa. Nie minęła nawet chwila, a obok niego znalazł się szukający drużyny przeciwnej – Shadow Mars. Obaj lecieli łeb w łeb, ale Avada odbiła tłuczka w stronę Marsa. Na szczęście chybiła, ale jednak chłopak zbytnio się wystraszył i zeskoczył z miotły. Fart że byli blisko ziemi, więc nic mu się nie stało, a Draco złapał znicza. Wygrali 130-100. Byli z siebie dumni. Wszyscy zlecieli na ziemię i wrócili do domu, a przyjaciele Dracona wrócili do swoich domów. Hermionie coraz lepiej szło latanie na miotle i gra w quidditcha, z czego była dumna. Podekscytowana była jutrzejszym dniem, gdyż miały być jutro jej urodziny. Było jeszcze wcześnie, ale była zbyt zmęczona żeby cokolwiek jeszcze robić, więc przebrała się w pidżamę i położyła się spać. Nadzwyczajnie szybko dziś zapadła w sen. Musiała przyznać, że zaczyna rozumieć chłopaków i ich uwielbienie do quidditcha.
                        Była równa siódma. Do pokoju nastolatki weszli Tom i Liliane. Obudzili spokojnie córkę, która od razu wstała.
            -Coś się stało tato? – spytała rozespanym głosem, ziewając krótko po zadaniu pytania.
            -Wszystkiego najlepszego córeczko! – krzyknęła radośnie kobieta, po czym przytuliła mocno swoją pierworodną.
Zalecili Hermionie się ubrać, a potem zejść do salonu. Szatynka była bardzo szczęśliwa, że pamiętali o jej urodzinach. W końcu skierowała się do salonu, w którym stali jej rodzice. Czarny Pan chwycił żonę i córkę za ręce, po czym okręcili się wokół własnej osi i zniknęli z charakterystycznym dla teleportacji trzasku. Znaleźli się nad pięknym, krystalicznie czystym morzem. Nastolatka spojrzała pytająco na rodziców.
            -Gdzie jesteśmy? – zapytała z nieukrywaną ciekawością. Wiedziała jedynie że są na jakiejś plaży.
            -Jak to gdzie? W Grecji! – odpowiedziała na pytanie córki, posyłając jej promienny uśmiech.
Gryfonka zasłoniła usta rękami z niedowierzenia. Od zawsze marzyła o odwiedzeniu Grecji, a teraz po prostu jej marzenie się spełniło. Wszystko to dzięki temu dniu, w którym znalazła szafkę zniknięć w Pokoju Życzeń. Gdy Hermiona wraz z mamą wylegiwały się na plaży, Tom postanowił przeciągnąć na swoją stronę kilku pracowników greckiego ministerstwa magii. Niestety gdy tylko o tym usłyszeli, chcieli pójść do ich ministra, jednak na ich nieszczęście zostali potraktowani pewnym zielonym promieniem. Riddle postanowił wrócić do rodziny, która opalała się na plaży.
            -Jak ci się podoba, kochanie? – zapytała Liliane, uśmiechając się miło w stronę córki.
            -Jest świetnie! Od zawsze marzyłam o odwiedzeniu Grecji! – odrzekła z uradowaniem.
                        Cały dzień minął tak szybko, że Hermionie było szkoda rozstawać się z tym miejscem. Razem z rodzicami musiała jednak wracać do kraju. Gdy byli już w salonie w dworze Malfoy’ów, usłyszała głośne krzyki.
            -WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

Byli to jej przyjaciele, którzy czekali na jej powrót. Szatynka niemal nie upadła z wrażenia. To właśnie są prawdziwi przyjaciele, a nie jacyś gryfońscy zdrajcy krwi. Hermiona dostała wiele prezentów – od Malfoy’ów najnowszą miotłę do quidditcha „Piorun”, od Blaise i Notta książkę „Zapomniane Eliksiry XI wieku”, a od rodziców i Avady piękną, ciemnozieloną suknię. Była w siódmym niebie. Skoro było jeszcze wcześnie, postanowiła przetestować nową miotłę. Pobiegła w stronę boiska i wsiadła na miotłę. Oderwała się od ziemi i SZOK! Miotła była tak szybka, że wszystko wokół niej było rozmazane, jakby była pod wodą. Dzięki tej miotle będzie mogła świetnie grać w quidditcha. Latanie tak ją wciągnęło, że dopiero teraz zorientowała się że jest już północ. Wróciła do posiadłości i skierowała się do swojego pokoju. Tam czekali na nią Draco, Avada, Blaise i Nott. Ten ostatni trzymał w ręce dwie butelki Ognistej Whisky i wyglądał na równie szczęśliwego jak Hermiona. Chyba znalazł okazję żeby się napić. Szatynka włączyła muzykę i zaczęli prywatną imprezę. Pili, tańczyli, bawili się, rozmawiali i jeszcze więcej pili. Impreza skończyli się gdzieś nad ranem. Muzyka już nie grała, a wszyscy leżeli pogrążeni w śnie. Czy to na łóżku, czy na podłodze, cały czas spali.



No i koniec :) Mam nadzieję że wam się spodobało ;) Opis pobytu Hermiony z rodzicami opisałem krótko, ponieważ nie wiedziałem jak dokładnie opisać. Następny rozdział prawdopodobnie ukaże się w tym miesiącu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz