wtorek, 16 sierpnia 2016

Prolog

Hej! Witajcie na moim drugim blogu :) Wyjaśnienia dlaczego porzuciłem tamten i zacząłem nowy, są na poprzednim blogu. A oto przed Wami prolog do nowego fanfiction - Losy Hermiony Riddle. Miłego czytania :3
Prolog
                        Był to jeden z ostatnich dni szkolnych w Hogwarcie.  Większość nauczycieli dawało już ulgę uczniom, jednak Severus Snape dalej traktował uczniów jak przez cały rok szkolny. Właśnie trwała lekcja eliksirów. Mistrz Eliksirów kazał uczniom przygotować Wywar Żywej Śmierci. Kilka minut przed czasem brązowowłosa gryfonka podeszła do biurka profesora z fiolką napełnioną eliksirem. Snape spojrzał na fiolkę, powąchał eliksir i przeniósł wzrok na szatynkę.
            -Wybitny – mruknął ponuro.
Dziewczyna uśmiechnęła się dumnie, wróciła do ławki i wyciągnęła z torby książkę o czarnej magii. Żeby nikt się nie zorientował, zamieniła okładkę na jakąś „normalną”. Od jakiegoś czasu zaczęła ją pociągać czarna magia. Uwielbiała zagłębiać jej tajniki, teorie i wszelakie klątwy. Dziwiło jej tajemnicze spojrzenie Mistrza Eliksirów skierowane do niej. Postanowiła jednak go zignorować.
                        Po kilku minutach klasa oddała fiolki, po czym zabrali torby i wyszli z klasy. Hermiona miała zrobić to samo, jednak czarnowłosy zatrzymał ją na chwilę.
-Co się stało profesorze? – spytała z nieukrywaną ciekawością.
            -A od kiedy to interesujesz się czarną magią, co? – zapytał, uśmiechając się złośliwie.
To ją całkiem zmroziło. Skąd on wiedział o tym, że pociąga ją czarna magia? Przecież okładka była zmieniona.
            -Skąd pan wie? – zapytała, myśląc tylko o odpowiedzi.
Snape zaśmiał się lekko, po czym podszedł do dziewczyny i wyjął jej książkę z torby, wycelował w nią różdżką i mruknął „Finite Incantate”, a książka ujawniła swoją prawdziwą okładkę.
            -Sprytnie ukryta okładka, Granger – odrzekł, posyłając jej tajemnicze spojrzenie, po czym oddał jej książkę ukrywając ponownie okładkę – Możesz już wyjść – dodał, wskazując jej wyjście.
Szatynka opuściła salę eliksirów, zastanawiając się nad tajemniczym zachowaniem nauczyciela eliksirów. Postanowiła pójść do pokoju życzeń.
                        Kiedy znalazła się na siódmym piętrze, zaczęła chodzić w tę i z powrotem myśląc „Chcę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi”. Po chwili przed nią pojawiły się drzwi. Przeszła przez nie i znalazła się w ciemnym pokoju, a jedynym oświetlonym obiektem była jakaś czarna szafa na środku pokoju. Podeszła do niej i przypomniała sobie o czymś o czym przeczytała w książce – „Szafka Zniknięć to jeden z czarnomagicznych obiektów, które powoduje przeniesienie rzeczy znajdującej się w środku do drugiej, bliźniaczej szafki zniknięć”. Chciała dowiedzieć się prawy, a znalazła tylko szafkę zniknięć. Wpadła na pomysł, by wejść do środka i przenieść się do tej bliźniaczej szafki. Kiedy zamknęła drzwi do szafy, poczuła zawirowanie, po czym otworzyła drzwi. To co tam zobaczyło, sprawił że krzyknęła ze strachu.
-Voldemort! Zostaw mnie! – krzyknęła z przerażeniem, niemal nie przewracając szafy.
-Hermiona. Nareszcie jesteś – odrzekł, uśmiechając się do gryfonki.
-Co to ma znaczyć? O co ci chodzi?! – pytała, równocześnie krzycząc z przerażenia.
-Jesteś moją córką, Hermiono – odpowiedział, posyłając jej przyjemne spojrzenie.
Szatynka na tę wiadomość zemdlała. Na szczęście Czarny Pan zdążył ją złapać, zanim spadła na podłogę.
                        Gryfonka obudziła się w ogromnej sypialni. Rozejrzała się wokół siebie i zobaczyła Voldemorta, który wyglądał jak przed śmiercią – przystojny, czarnowłosy mężczyzna.
            -Nareszcie się obudziłaś – odrzekł, posyłając córce przyjemny uśmiech.
Czarny Pan wstał i podszedł do łóżka. Pogłaskał ją po włosach, na co odskoczyła.
            -Nie masz dowodu że jestem twoją córką – powiedziała, przeszywając go wściekłym wzrokiem.
            -A co powiesz na to, że zaczęłaś interesować się czarną magią? O tym, że potrafisz rozmawiać w języku węży? – mówił, próbując przekonać brązowowłosą.
            -W sumie masz rację. A ci podli mugole nie mogą być moimi prawdziwymi rodzicami.
Dziewczyna była szczęśliwa, że ci mugolscy tyrani nie byli jej rodzicami. Nikt nie wiedział że ją bili, głodzili i znęcali się nad nią. Jaki rodzic robi to swojemu dziecku? Uwierzyła w to, co mówił Czarny Pan.
            -A jak to się stało, że nie mieszkałam tu od początku? – zapytała, nie ukrywając ciekawości.
            -To Dumbledore. Zaatakował nasz dawny dom i próbował cię zabić. To jasna strona zaczęła wojnę przeciwko nam. Zabili na szczęście jakieś mugolskie dziecko. A nasza stara posiadłość spłonęła – opowiadał spokojnie.
            -Zemszczę się na nim. Zabiję go – rzekła, pragnąc zemsty – A co z przepowiednią wobec Pottera? – zapytała po chwili.
            -Stary Piernik rzucił Imperiusa na tą wariatkę Trelawney. Przepowiednia to tylko jego wymysł – odpowiedział, patrząc na córkę – Musisz już wracać do Hogwartu. Zobaczymy się w wakacje – dodał.

Szatynka skierowała się do szafki zniknięć, przez którą wróciła do Hogwartu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz