Prolog
Był to jeden z ostatnich
dni szkolnych w Hogwarcie. Większość
nauczycieli dawało już ulgę uczniom, jednak Severus Snape dalej traktował
uczniów jak przez cały rok szkolny. Właśnie trwała lekcja eliksirów. Mistrz
Eliksirów kazał uczniom przygotować Wywar Żywej Śmierci. Kilka minut przed
czasem brązowowłosa gryfonka podeszła do biurka profesora z fiolką napełnioną
eliksirem. Snape spojrzał na fiolkę, powąchał eliksir i przeniósł wzrok na szatynkę.
-Wybitny –
mruknął ponuro.
Dziewczyna
uśmiechnęła się dumnie, wróciła do ławki i wyciągnęła z torby książkę o czarnej
magii. Żeby nikt się nie zorientował, zamieniła okładkę na jakąś „normalną”. Od
jakiegoś czasu zaczęła ją pociągać czarna magia. Uwielbiała zagłębiać jej
tajniki, teorie i wszelakie klątwy. Dziwiło jej tajemnicze spojrzenie Mistrza
Eliksirów skierowane do niej. Postanowiła jednak go zignorować.
Po kilku minutach klasa
oddała fiolki, po czym zabrali torby i wyszli z klasy. Hermiona miała zrobić to
samo, jednak czarnowłosy zatrzymał ją na chwilę.
-Co się stało profesorze? – spytała z nieukrywaną ciekawością.
-A od kiedy to interesujesz się
czarną magią, co? – zapytał, uśmiechając się złośliwie.
To ją
całkiem zmroziło. Skąd on wiedział o tym, że pociąga ją czarna magia? Przecież
okładka była zmieniona.
-Skąd pan wie? – zapytała, myśląc
tylko o odpowiedzi.
Snape
zaśmiał się lekko, po czym podszedł do dziewczyny i wyjął jej książkę z torby,
wycelował w nią różdżką i mruknął „Finite Incantate”, a książka ujawniła swoją
prawdziwą okładkę.
-Sprytnie ukryta okładka, Granger –
odrzekł, posyłając jej tajemnicze spojrzenie, po czym oddał jej książkę
ukrywając ponownie okładkę – Możesz już wyjść – dodał, wskazując jej wyjście.
Szatynka
opuściła salę eliksirów, zastanawiając się nad tajemniczym zachowaniem
nauczyciela eliksirów. Postanowiła pójść do pokoju życzeń.
Kiedy znalazła się na
siódmym piętrze, zaczęła chodzić w tę i z powrotem myśląc „Chcę dowiedzieć się
o co w tym wszystkim chodzi”. Po chwili przed nią pojawiły się drzwi. Przeszła
przez nie i znalazła się w ciemnym pokoju, a jedynym oświetlonym obiektem była
jakaś czarna szafa na środku pokoju. Podeszła do niej i przypomniała sobie o
czymś o czym przeczytała w książce – „Szafka Zniknięć to jeden z
czarnomagicznych obiektów, które powoduje przeniesienie rzeczy znajdującej się
w środku do drugiej, bliźniaczej szafki zniknięć”. Chciała dowiedzieć się
prawy, a znalazła tylko szafkę zniknięć. Wpadła na pomysł, by wejść do środka i
przenieść się do tej bliźniaczej szafki. Kiedy zamknęła drzwi do szafy, poczuła
zawirowanie, po czym otworzyła drzwi. To co tam zobaczyło, sprawił że krzyknęła
ze strachu.
-Voldemort! Zostaw mnie! – krzyknęła z przerażeniem, niemal
nie przewracając szafy.
-Hermiona. Nareszcie jesteś – odrzekł, uśmiechając się do gryfonki.
-Co to ma znaczyć? O co ci chodzi?! – pytała, równocześnie
krzycząc z przerażenia.
-Jesteś moją córką, Hermiono – odpowiedział, posyłając jej
przyjemne spojrzenie.
Szatynka na
tę wiadomość zemdlała. Na szczęście Czarny Pan zdążył ją złapać, zanim spadła
na podłogę.
Gryfonka obudziła się w
ogromnej sypialni. Rozejrzała się wokół siebie i zobaczyła Voldemorta, który
wyglądał jak przed śmiercią – przystojny, czarnowłosy mężczyzna.
-Nareszcie się obudziłaś – odrzekł,
posyłając córce przyjemny uśmiech.
Czarny Pan
wstał i podszedł do łóżka. Pogłaskał ją po włosach, na co odskoczyła.
-Nie masz dowodu że jestem twoją
córką – powiedziała, przeszywając go wściekłym wzrokiem.
-A co powiesz na to, że zaczęłaś
interesować się czarną magią? O tym, że potrafisz rozmawiać w języku węży? – mówił,
próbując przekonać brązowowłosą.
-W sumie masz rację. A ci podli
mugole nie mogą być moimi prawdziwymi rodzicami.
Dziewczyna
była szczęśliwa, że ci mugolscy tyrani nie byli jej rodzicami. Nikt nie
wiedział że ją bili, głodzili i znęcali się nad nią. Jaki rodzic robi to
swojemu dziecku? Uwierzyła w to, co mówił Czarny Pan.
-A jak to się stało, że nie
mieszkałam tu od początku? – zapytała, nie ukrywając ciekawości.
-To Dumbledore. Zaatakował nasz
dawny dom i próbował cię zabić. To jasna strona zaczęła wojnę przeciwko nam.
Zabili na szczęście jakieś mugolskie dziecko. A nasza stara posiadłość spłonęła
– opowiadał spokojnie.
-Zemszczę się na nim. Zabiję go –
rzekła, pragnąc zemsty – A co z przepowiednią wobec Pottera? – zapytała po
chwili.
-Stary Piernik rzucił Imperiusa na
tą wariatkę Trelawney. Przepowiednia to tylko jego wymysł – odpowiedział,
patrząc na córkę – Musisz już wracać do Hogwartu. Zobaczymy się w wakacje –
dodał.
Szatynka
skierowała się do szafki zniknięć, przez którą wróciła do Hogwartu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz